wtorek, 9 listopada 2010

Ian Fleming - Operacja Piorun

Data ukończenia: 16 czerwca 2010

Data utworzenia recenzji: 16 czerwca 2010

Recenzja:

Pierwsze moje wrażenia po obejrzeniu filmu nie były najciekawsze. Dłużyzny, senna atmosfera, całość pod wodą, przez co dialogi były sporadyczne. Następnego dnia po seansie, jak zwykle zacząłem opowiadać koleżankom "Operację Piorun" (zawsze to robię) i w pewnym momencie zauważyłem, że mówię o tym filmie w samych superlatywach.

Od tego momentu jest to mój ulubiony film z Bondem, który do dziś, moim zdaniem, nie miał godnego siebie konkurenta (no może "W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości" jest prawie tak idealny, jak ten). Drugi film na podstawie tej powieści - "Nigdy nie mów nigdy", nieoficjalny Bond - pomimo świetnej obsady nie był tak miły dla oka, jak pierwowzór.

Pamiętając sytuację z relacji książka-film "Pozdrowienia z Rosji", miałem niemałe obawy przed czytaniem. Do dziś przeżywam tamten "czerwony" okres zatapiania się w lekturę, która była słabsza od tak świetnego filmu. Nie będę nawet ukrywał, że głównym celem czytania Fleminga, było dojście do "Operacji Piorun", by sprawdzić, jak wersja książkowa została napisana.

Na początku nie miała to być powieść, a scenariusz do filmu o Bondzie. Odpowiedzialnych za to było łącznie czterech mężczyzn, ale jak to już się zdarzało dla Fleminga, nic z tego nie wyszło. Ian wziął szkice i stworzył z tego powieść. I tak zaczęły się rozprawy sądowe, które doprowadziły do takich przetasowań, że można by było o tym książkę napisać.

A co do samej książki. Nadszedł upragniony przeze mnie moment, kiedy to Bond nie walczy już ze Smierszem, a z nową organizacją - SPECTRE. Jest to pierwszy tom, tzw. Trylogii Blofeda. Ernst Stavro Blofeld, to syn Polaka i Greczynki, urodzony w Gdyni. Studiował na Uniwersytecie Warszawskim i Politechnice Warszawskiej. Stworzył organizację SPECTRE, która wykrada dwie bomby atomowe i szantażuje rząd brytyjski i amerykański. Na ten miesiąc jest Numerem dwa, bo każdego miesiąca zmieniają się numery o dwa do przodu, dzięki czemu jest utrudniona identyfikacja. Podczas zebrań nie mówi się "dzień dobry", bo w takiej organizacji Blofeld uważa, że jest to zbędne i obłudne. Podczas wystąpień nie zwracał się słowami: "koledzy", "panowie", bo byłoby to zbyt pretensjonalne. Gdzieś przeczytałem, że cała "wewnętrzna otoczka" Hannibala Lectera stworzona przez Thomasa Harrisa wzoruje się na charakterystyce Blofelda napisanej przez Fleminga. Stavro to po prostu postać doskonała, ze swoimi zasadami i przemyśleniami.

Bond jednak walczy w tej części nie z Numerem dwa, a z Numerem jeden - Emilio Largo. Cała historia jest dynamicznie poprowadzona, nie ma chwili wytchnienia. Czterdzieści osiem godzin do wybuchu bomby, a całość rzeczywiście odbywa się pędem. Jednak najciekawsze momenty to te w kwaterze głównej SPECTRE. Wcześniej nie zdarzało się, że z niecierpliwością czekałem na rozdziały poświęcone wrogom Bonda, może to przez to, że Smiersz jest raczej non stop skostniałym wrogiem. W "Operacji Piorun" czuje się, że ci źli są tymi fajniejszymi. To jedni z tych, którzy nie powinni wygrać, a przez cały czas się ich podziwia. Jednak w tych książkach sprawiedliwość zwycięża.

Punkt kulminacyjny, na który czekałem od pierwszej strony książki - podwodna bitwa między SPECTRE, a komandosami jest napisana z nieco mniejszym rozmachem niż ta w fimie. Jest to jednak w jakiś sposób uzasadnione, ale i tak przyjemnie się czyta. Zwłaszcza, że od jakiegoś czasu Fleming rzeczywiście "wyrabia się" z opisami i są coraz bardziej przystępne. Same podwodne eskapady są bardzo przyswajalnie napisane.

I co można jeszcze dodać? Na pewno jeszcze coś było ważnego do napisania, ale to i tak już nieistotne. Jest to najlepsza książka napisana przez Fleminga. Pobiła "Dr. No". Nie wiem czy to zasługa trzech pozostałych autorów scenariusza. Szczerze mówiąc nie obchodzi mnie to. To co wyszło pod nazwiskiem Fleminga podoba mi się! To książka napisana tak, jak chciałbym, żeby były pisane książki o podróżach, skarbach i walkach z piratami. To właśnie taka powieść, którą powinienem był przeczytać, jako smrol. Ale i tak sprawiała mi cholerną przyjemność. Stawiam ją ponad "Dr. No" i "Moonrakera".


Opinia po kilku miesiącach:

Czytam teraz "W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości", która jest drugim tomem Trylogii Blofelda. Nie można przejść obojętnie obok "Operacji Piorun", ponieważ jedna historia wynika z drugiej. Może mam trochę żalu do książki, że scena walki pod wodą, która tak świetnie została stworzona w filmie, tutaj nie była aż tak wyjątkowa.

Jednak pomijając tylko tę scenę, uważam, że jest to jeden z najlepszych tytułów, jaki przeczytałem w 2010 roku i bez żadnego naciągania mogę postawić ten tom obok takich flemingowych arcydzieł, jak "Moonraker" i "Dr No".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...