środa, 8 września 2010

Literatura 89. Numer specjalny:
Ian Fleming - Ośmiornisia
Eliot Ness, Oscar Fraley - Nieprzekupni
Peter Cheyney - Amerykanin w Londynie

Data ukończenia: 5/6 marca 2010

Data utworzenia recenzji: 6 marca 2010

Recenzja:

Zbiór opowiadań. Kupiony raczej dla nietypowego tłumaczenia krótkiej powieści Fleminga "Octopussy", która tutaj brzmi "Ośmiornisia". Na całość składają się 3 kryminały.


Ian Fleming - Ośmiornisia
Oprócz tego, że "Ośmiorniczka" ma inny tytuł, nic więcej nie wiem na temat tego co jest w środku. Nie przeczytałem tego, ponieważ w Bondach jestem dopiero przy "Goldfingerze". Na "Ośmiorniczkę" jeszcze trochę muszę poczekać, a co dopiero na tę wersję tłumaczenia.

Eliot Ness, Oscar Fraley - Nieprzekupni
Nic mi tytuł nie mówił, dopóki nie przeczytałem pierwszej strony. Toż to niefortunnie przetłumaczony tytuł, znany szerszej publiczności, jako "Nietykalni"...

Na dodatek z tego co czytałem, to sam Eliot Ness tylko zatwierdził opowieść, a cała praca to zasługa Fraleya. I o ile z początku nieźle się czyta powstanie Nietykalnych, to z biegiem stron tempo mocno siada na korzyść wyliczeń ile zarekwirowano browaru, gorzałki i aparatur. Przypomina mi to trochę sytuację z "Casino Royale", gdzie całość się czyta, jak raport ze sprawy, a nie powieść. Wszystko jest napisane tak prostym językiem, że po jakimś czasie jest to męczące. Poza tym, skrócenie tego o połowę mogłoby trochę umilić życie, bo opisów jest rzeczywiście mało, ale nie wiem co jest w zamian.

Ogółem, przeciętne opowiadanie. Lepiej jest jednak poczytać o tym na wikipedii, albo obejrzeć film.

Peter Cheyney - Amerykanin w Londynie
I to jest czarny koń zbioru. Nie wiem czy komuś znany jest Lemmy Caution, ale to kolejny detektyw (policjant, agent), wymierzający sprawiedliwość przeważnie pięścią. I często miesza szyki policji, jeśli akurat jest mu to na rękę.

Postać ta występuje w kilku innych opowiadaniach tego autora, ale nigdy wcześniej się z nim nie spotkałem. I to co zarzucałem Chandlerowi w "Głębokim śnie", tutaj zarzucić nie mogę. Wszystko jest zgrabnie wytłumaczone, kilka faktów jest zatajonych, ale jest rozsądnie uchylany rąbek tajemnicy.

Jest to zbyt krótkie jednak, by móc coś więcej opisać. Ale opowiadanie zachęciło mnie do przeczytania kolejnych przygód tego bohatera (o ile dostępne są w Polsce).


Podsumowując, jednego nie miałem zamiaru czytać, drugie przeciętne, a trzecie bardzo dobre. I tak nikt takiego starocia raczej odkurzać sobie nie będzie, ale w sumie nie ma po co. Jeśli brać ten zbiór do czytania sobie na wykładach to może być całkiem przyjemny. A tak to raczej męczarnia i dużo winy w tym "Nieprzekupnych".


Opinia po pół roku:

Czytam tę recenzję i sam się sobie dziwię. Byłem pod wpływem amorów, bo pomimo tego, że recenzja jest krytyczna, to zbiór ten nie jest tak zjechany, jak być powinien. Zamierzam naprawić swoje niedopatrzenie.

Pierwsze co mi się ciśnie na klawiaturę, to wymyślić własną interpretację tytułu "Octopussy". Nadeszły takie czasy, że nie wstydem jest napisać coś okraszone seksem lub wulgaryzmem. Ian Fleming, znany ze swojego upodobania do słowa pussy, nie bez powodu umieszcza je w imionach, czy w tytułach swoich powieści. Mieliśmy "Ośmiorniczkę", w tym zbiorze "Ośmiornisię", a inne broszurowe wydanie zmieniło pieszczotliwe nazwy, na bardzo konserwatywną "Ośmiornicę". Gdzie w tych tytułach pieprz Fleminga? Gdzie te pussy. No, nie ma. Więc przychodzę z pomocą i sam wymyślę tytuł, by miał całą magię z twórczości Iana - "Ośmiornizda". Jest w nim wszystko zawarte z poczucia humoru tego autora, a nawet sugeruje, że chodzi o ośmiornicę.

Inna sprawa, że nadal nie doszedłem do tego opowiadania, bo jestem po "Szpiegu, który mnie kochał". Wcześniej wspominałem, podejrzane jest tak częste wydawanie tego utworu, wraz z "Tylko dla twoich oczu". Nie spodziewam się żadnych rewelacji.

"Nieprzekupni" mają jednak szczęście. Jako jedno z najnudniejszych opowiadań, jakie czytałem w 2010 roku, nie jest tak słabe, jak recenzowane ostatnio "Ostatnie dni Sycylijczyków". Co nie oznacza, że jest dobre. Jest to taka sama grafomania, jak Blumenthala, tylko tym razem można się odnaleźć w fabule.

Po czasie mogę przyznać, że Peter Cheyney nie zrobił nic wspaniałego ze swoim opowiadaniem. Nie jest "bardzo dobry", jest solidny. Typowy średniak, który przy takich "Nieprzekupnych" błyszczy. Jednak patrząc na to co przeczytałem w "Pościgu", zauważam, że są to utwory, które mogą służyć, jako zapychacze w tego typu zbiorach opowiadań. Źle jednak wygląda, gdy trzecioplanowa historia, jest jedynym jasnym punktem w zestawie.

Po "Literaturze 89" i "Pościgu" pozostaje tylko podsumować tego typu zbiory. W tamtych czasach, wychodziły bardzo słabe rzeczy. Gdybym miał wierzyć, że są to "mistrzowie kryminału" i "najlepsze powieści kryminalne" rzuciłbym w cholerę te dwie książki i nigdy nie wracał do tego gatunku. Jak można czerpać przyjemność z czegoś, co zaspokaja, jak "fachowo" napisana książka z ekonomii. Nigdy nie przepadałem za zbiorami opowiadań, ale te dwa zbiory i wypociny Bronisława Kijewskiego - "Progi tolerancji" to kilka z wielu przykładów naprawdę przenudzonych i źle dobranych historii.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...