sobota, 25 września 2010

Ian Fleming - Moonraker

Data ukończenia: 8 kwietnia 2009

Data utworzenia recenzji: 8 kwietnia 2009

Recenzja:

Film był przeciętny. Z jednej strony całkiem ciekawa fabuła, dopóki nie wylatują w kosmos. Z drugiej: kosmiczne wojny + infantylny humor. Jeden z tych filmów, gdzie ciągłe puszczanie 'oczka' do widza niszczy cały klimat obrazu.

I tak samo, jak w przypadku "Żyj i pozwól umrzeć", poprzedniej części, z obawą podchodziłem do historii opowiedzianej w książce. Całe szczęście oprócz Bonda, Moonrakera i Draxa nic więcej nie łączy tych fabuł.

Całość dzieli się na 5 dni, które ukazują Jamesa z zupełnie innej perspektywy niż dotychczas. Mamy Bonda siedzącego za biurkiem, przeglądającego teczki, grającego wieczorem w karty, wspominającego sentymentalnie swoich towarzyszy (008 i 0011, jedyni agenci 00), przeżywającego, że musi spędzić 7 lat w robocie do upragnionej emerytury i że nie dożyje tego czasu.


Ogólnie Fleming z książki na książkę poprawia styl pisania. Całość jest przesiedziana, jak "Casino Royale", ale "Moonraker" jest o wiele bardziej rozszerzony literacko (to nie jest zwykła recenzja akcji, a normalna powieść), jednak nie jest autoplagiatem.

Jest jeden "nic nie znaczący" minus książki. Jeden rozdział, mający 10 stron, czytałem cały dzień. Ilość opisów przyrody na ten jeden moment przyprawił mnie o agorafobię. Aż chciałem, żeby Bond wrócił do sterylnego laboratorium - tam Fleming nie miałby się nad czym masturbować.

Gdybym miał komuś polecić jedną z książek Fleminga, poleciłbym właśnie "Moonrakera". Nie mam zielonego pojęcia, dlaczego tak spieprzono film. Fabuła powieści może nie jest za bardzo dynamiczna, ale jakby ktoś chciał to mógłby z tego zrobić drugie "Pozdrowienia z Rosji", a nie "Gwiezdne Wojny"...

Aaa, i jeszcze tak popatrzyłem na poprzednią opinię dotyczącą "Żyj i pozwól umrzeć". Pomimo tego, że jest lepiej napisana niż "Casino Royale", to przemyślałem całą sprawę i stwierdzam: większą przyjemność sprawiło mi przeczytanie pierwszego tomu.


Opinia po półtorej roku:

Do trzech razy sztuka. "Casino Royale" było bardzo dobrą powieścią, "Żyj i pozwól umrzeć" średnią. Gdyby trzecia część okazała się podobna do drugiej, musiałbym robić o wiele większe przerwy pomiędzy tomami. Do dzisiaj "Moonrakera" uważam za tę książkę, która przekonała mnie, że warto zatapiać się w dzieła Fleminga, nawet jeśli trafiają mu się słabsze tytuły (co zdarzy mi się jeszcze zanegować w późniejszych recenzjach).

Gdybym miał wybrać największy minus, to tym razem nie obstawiałbym tego dziesięcio stronicowego rozdziału. Pierwsze siedemdziesiąt stron to opis potyczki między Bondem, a Draxem, w brydża. Jestem laikiem, jeśli chodzi o brydża, i zupełnie nie orientowałem się w tym co dzieje się na stronicach. Poza tym sam sposób oszukiwania przez Draxa jest trochę żenujący. Dziś nie wydarzyłoby się coś takiego w szanowanym klubie i uważam, że w 1955, w roku wydania "Moonrakera", również nie doszłoby do takiego zaniedbania. Scena kantowania ogólnie jest mocno naciągana. Bardzo możliwe, że większość czytelników mogłaby być na tyle zirytowana tym fragmentem, że nie zdziwiłbym się, gdyby nie kontynuowali lektury.

Pozostała część książki przez następne pół 2009 roku, była dla mnie niedoścignionym wzorem, dopóki nie przeczytałem "Dr. No". Jednak nawet w "Doktorze No" nie było tyle sentymentów, ile znalazło się w "Moonrakerze". To co tak bardzo podobało mi się w "Casino Royale" - przemyślenia - tutaj są dwa razy mocniejsze, bardziej dosadne. Sama końcówka, z Galą Brand -"dziewczyną Bonda", jest chyba jedną ze smutniejszych sytuacji, jakie mogą zdarzyć się mężczyźnie, który stawia wszystko na jedną "kartę miłości". Mam wiele pretensji do stylu opisywania przedmiotów przez Fleminga, ale jeśli chodzi o tworzenie opisów charakteru i uczuć, to chyba nie było bardziej przyswajalnego dla mnie autora.

Jak najbardziej warta przeczytania książka. "Moonraker" nie miał takiego kredytu, jak na przykład "Casino Royale". Nie był pierwszą częścią, nie można powiedzieć, że warty uwagi tom, bo to klasyka, początek jakiejś długiej historii. "Moonraker" broni się sam! To chyba najbardziej detektywistyczna książka z 007 i mogę ją polecić każdemu fanowi kryminału. A ci, którzy obawiają się, tak jak ja na początku, kosmicznych potyczek, mogą być spokojni. Wszystko dzieje się na Ziemi i nie ma nic z science fiction.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...